W lipcu 2019 roku w Białymstoku odbył się pierwszy w historii miasta Marsz Równości pod hasłem "Białystok miastem dla wszystkich". Wydarzenie to zgromadziło kilkuset uczestników, którzy niosąc tęczowe flagi i parasole, wyrazili poparcie dla równości. Na transparentach widniały hasła takie jak: "Miłość nie jest grzechem", "Równość płci", "Miłość dla wszystkich ponad wszystko" i "Miasto bez barier". Organizatorzy zrzeszeni w stowarzyszeniu "Tęczowy Białystok" podkreślali, że Marsz Równości nie walczy z nikim ani nie jest przeciwko żadnej religii, a jego celem jest zapewnienie równych praw dla każdego.

Przebieg i brutalne incydenty
Marsz Równości rozpoczął się sprzed placu Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS). Już przed wymarszem dochodziło do utarczek słownych między uczestnikami marszu a kontrmanifestantami, głównie ze środowisk kibicowskich. Słychać było wybuchy petard, a jednemu z uczestników marszu wyrwano tęczową flagę. Policja poinformowała o zatrzymaniu sprawcy tego incydentu wkrótce po zdarzeniu.
W trakcie marszu sytuacja eskalowała. Między uczestnikami Marszu Równości a agresywnie nastawionymi kontrmanifestantami ze środowisk kibicowskich doszło do licznych utarczek. W ruch poszły m.in. szklane butelki, kamienie, jajka, worki z wodą, płonące race oraz kostka brukowa. Uczestnicy marszu byli wyzywani, opluwani, bici, szarpani i obrzucani różnymi przedmiotami. Padły okrzyki takie jak: "Wypierdalać!", "Bóg! Honor! Ojczyzna!", "Zboczeńcy!", "Lesby!", "Sodomici!", "Pedały!", "Zajebać!", "Do gazu!"
W pewnym momencie doszło do szczególnie dramatycznych wydarzeń: na ludzkich plecach podpalono tęczową flagę. Nagrania zamieszczane w mediach społecznościowych ukazywały grupy kontrmanifestantów ścigających, bijących i kopiących pojedynczych uczestników marszu. Z relacji świadków wynika, że osoby biorące udział w legalnie zorganizowanym zgromadzeniu uciekały przed agresorami, chowając się m.in. w pobliskich sklepach. Napadano na młode kobiety, a pobito również 14-latka.
Ujawniono nagranie z momentu uderzenia Dromadera w ziemię Prezydent zabrał głos po śmierci pilota
Interwencja policji i zatrzymania
Policja musiała zabezpieczać kilka zgromadzeń odbywających się w mieście jednocześnie. Kordon oddzielał manifestantów od agresywnie nastawionych środowisk kibicowskich. Marsz był wielokrotnie blokowany, co zmusiło organizatorów do zmiany trasy. W związku z atakami na policjantów oraz uczestników marszu i osoby postronne, funkcjonariusze użyli środków przymusu bezpośredniego, w tym granatów hukowych i miotaczy pieprzu. Jednej policjantce udzielano pomocy na szpitalnym oddziale ratunkowym z urazem kolana.
W sumie do jednostek policji doprowadzono 28 osób. Spośród nich, cztery osoby podejrzewane są o popełnienie przestępstw: rozboju, naruszenia nietykalności funkcjonariuszy, użycia gróźb karalnych i znieważenia funkcjonariuszy. 16 osób ukarano mandatami karnymi. Sprawca pobicia 14-latka sam zgłosił się na policję.

Reakcje i kontrowersje
Wydarzenia w Białymstoku wywołały szerokie reakcje w Polsce i za granicą. Przed marszem o niedopuszczenie do niego apelował biskup diecezji białostockiej Tadeusz Wojda. Parafia św. Jadwigi Królowej w Białymstoku opublikowała ogłoszenie duszpasterskie, w którym wyraziła uznanie i podziękowania "tym wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób włączyli się w obronę wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, chroniąc nasze miasto, zwłaszcza dzieci i młodzież przed planową demoralizacją i deprawacją."
Marszałek województwa podlaskiego, Artur Kosicki, winą za ataki na Marsz Równości obarczył społeczność osób LGBT i prezydenta Białegostoku, Tadeusza Truskolaskiego, za to, że marszu nie zakazał. Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek przekonywał, że "włodarze miast, w których organizowane są tzw. marsze równości powinni ich zakazywać" powołując się na art. 51 Kodeksu wykroczeń dotyczący wywoływania zgorszenia, a także na "wywracanie do góry nogami wartości" oraz "rewolucję kulturową i seksualną". Minister edukacji Dariusz Piontkowski również sugerował, że tego typu imprezy powinny być zakazywane, gdyż "powodują zamieszki" i "zagrożenie zdrowia wielu przygodnych obywateli".
Reakcje polityków i mediów
Wśród blokujących marsz byli lokalni politycy PiS, m.in. radny Sebastian Łukaszewicz i zastępca dyrektora gabinetu marszałka województwa podlaskiego Robert Jabłoński.
Politycy na szczeblu krajowym również komentowali zajścia. Poseł PiS Marcin Horała potępił chuligaństwo, ale jednocześnie stwierdził, że nic tak nie sprzyja promocji LGBT w Polsce, jak ustawianie tych osób w roli ofiar. Posłanka PiS Joanna Lichocka określiła marsze równości jako element rozpalania konfliktów i niosące kontrowersyjne przesłanie, jednocześnie potępiając przemoc. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oskarżył Platformę Obywatelską o "chrystianofobię i nietolerancję", podsycającą "pełzający zamach na wartości Polaków".
Organizacja "My, rodzice" skierowała list do hierarchów kościelnych, domagając się stanowczej reakcji i konsekwencji wobec arcybiskupa Tadeusza Wojdy oraz proboszcza Parafii św. Jadwigi w Białymstoku, którzy "swoim postępowaniem, wykorzystując pozycję duszpasterza, nawoływali do nienawiści skierowanej przeciwko osobom nieheteronormatywnym". Autorzy listu twierdzili, że efekty odezwy arcybiskupa odczuli bardzo dotkliwie, doświadczając opluwania, znieważania, pobić i gróźb śmierci, a sceny przypominały "faszystowski pogrom".
Sprawa naklejek "Strefa wolna od LGBT"
Kontekst wydarzeń w Białymstoku wzmocniła akcja tygodnika "Gazeta Polska", który dodał do swego wydania naklejki z przekreślonym tęczowym symbolem i napisem "Strefa wolna od LGBT". Sieć Empik oraz stacje BP, Shell i Circle K. odmówiły sprzedaży numeru gazety z tymi naklejkami. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP skrytykowało te działania jako "współczesny rodzaj cenzury prewencyjnej". Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał wydawcy "Gazety Polskiej" wycofanie naklejek z dystrybucji, co redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz nazwał "pierwszym tego typu przypadkiem cenzury w III RP".

Oddźwięk w mediach zagranicznych
Zajścia podczas Marszu Równości w Białymstoku nie przeszły bez echa w zagranicznych mediach. Niemiecki "Zeit" i "Spiegel" zwróciły uwagę na nienawistne naklejki "Gazety Polskiej" jako kontekst wydarzeń. Francuski portal "24heures" wspominał o grupach miłośników piłki nożnej atakujących manifestację i zmuszających policję do użycia siły.
CNN informował, że manifestanci zostali zaatakowani przez "tysiące nacjonalistycznych piłkarskich ultra fanów, prawicowych ekstremistów i innych, którzy obrzucali marsz petardami, kamieniami i szklanymi butelkami". Serwis odnotował, że Białystok leży w konserwatywnym regionie Podlasia, będącym ostoją Prawa i Sprawiedliwości, jednocześnie zauważając rosnący sprzeciw wobec społeczności LGBT w Polsce, gdzie małżeństwa jednopłciowe i adopcje nie są legalne, a ataki anty-LGBTQ nie są uznawane za przestępstwa z nienawiści.
Włoska gazeta "La Repubblica" napisała, że "w Polsce odradza się przemoc ultranacjonalistycznej i homofobicznej prawicy wobec środowisk LGBT, a co za tym idzie: wobec praw człowieka", wskazując na retorykę PiS. Niemiecki "Frankfurter Allgemeine Zeitung" donosił, że uczestnicy parady byli przerażeni i obawiali się o swoje życie. Amerykański "The Washington Post" określił Polskę jako jedno z najbardziej restrykcyjnych państw w Europie pod względem praw osób LGBT.
Reuters i RTE również podkreślały, że uczestnicy marszu "nie dali się chuliganom", opisując manifestację jako pierwszy tego typu marsz w stolicy Podlasia, zakłócony przez akty przemocy ze strony chuliganów piłkarskich i konserwatywnych aktywistów.
tags: #parada #rownosci #w #bialymstoku #podpalenie #flagi