Akcja pod Arsenałem, o kryptonimie „Meksyk II”, była jedną z najbardziej znanych operacji polskiego podziemia w czasie II wojny światowej. Zorganizowana przez Grupy Szturmowe Szarych Szeregów, miała na celu odbicie podharcmistrza Jana Bytnara „Rudego”, aresztowanego i brutalnie torturowanego przez Gestapo. Akcja ta, przeprowadzona 26 marca 1943 roku w Warszawie, przy bezpośrednim zaangażowaniu jego najbliższych przyjaciół, powiodła się, choć niestety pociągnęła za sobą tragiczne konsekwencje.

Geneza akcji: Aresztowanie i tortury "Rudego"
Aresztowanie Henryka Ostrowskiego "Heńka"
W nocy z 18 na 19 marca 1943 roku Gestapo aresztowało Henryka Ostrowskiego „Heńka”, dowódcę hufca-plutonu „Praga” Grup Szturmowych Szarych Szeregów, w jego mieszkaniu przy ul. Osieckiej na warszawskim Grochowie. W czasie rewizji Niemcy znaleźli u niego materiały szkoleniowe i wywiadowcze oraz notatki. Po wielogodzinnych przesłuchaniach, torturach i podstępie wydobyto z niego kilka istotnych informacji. W znalezionych na mieście notatkach zapisane było tylko jedno nazwisko i jeden adres - Rudego.
Zatrzymanie Jana Bytnara "Rudego"
Popołudnie 22 marca 1943 roku Rudy spędził z Tadeuszem Zawadzkim „Zośką”, razem przygotowując akcję przenoszenia dużego magazynu materiałów wybuchowych. Potem odprowadził przyjaciela. Kiedy się rozstawali, Rudy z ożywieniem powiedział, że teraz nie ma żadnych zmartwień. Wieczorem Zośka zatelefonował do niego, by powiedzieć dobranoc. Kilka dni później, w nocy z 22 na 23 marca, o godzinie 4:30 nad ranem, ta sama ekipa gestapowców aresztowała „Rudego” w kamienicy przy al. Niepodległości 159. Do mieszkania Bytnarów weszło sześciu Niemców. Po rewizji zabrano Rudego i jego ojca, Stanisława Bytnara, na Pawiak. Rudy został aresztowany wraz ze swoim ojcem. Również w jego mieszkaniu Niemcy znaleźli przedmioty świadczące o działalności dywersyjnej, m.in. zerwane niemieckie flagi, krążki lontu prochowego, konspiracyjną prasę, afisze i ulotki, a także stemple do malowania na murach znaku Polski Walczącej. Rewizja zakończyła się około godziny ósmej. Matka „Rudego”, Zdzisława Bytnarowa, przebywała w tym czasie pod Jędrzejowem. Nieobecna była również jego młodsza siostra, Danuta („Duśka”).
Bestialskie przesłuchania
W piętnaście minut po aresztowaniu rozpoczęto pierwsze brutalne przesłuchanie „Rudego” na Pawiaku. Gestapowcy, przekonani, że zatrzymali jednego z głównych działaczy dywersji, chcieli jak najszybciej zdobyć adresy przełożonych i kolegów. W celu jak najszybszego wydobycia zeznań był bity pejczami i kijami przez czterech gestapowców. Kiedy Rudy wyparł się wszystkiego, rozpoczęło się bicie. W czasie tortur, kiedy podał nazwisko kolegi, zmarłego niedawno w Oświęcimiu, zarzucono mu kłamstwo. Po wielu godzinach przeniesiono go do głównej siedziby Gestapo w dystrykcie warszawskim mieszczącej się w gmachu Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w al. J.Ch. Szucha 25, gdzie kontynuowano przesłuchania. Śledztwo na Szucha prowadzili dwaj doświadczeni funkcjonariusze Gestapo, Herbert Schulz i Ewald Lange, w pokoju nr 228. Pierwszego dnia katowania nie był w stanie samodzielnie iść. Wieczorem wrócił na Pawiak, gdzie zaopiekowali się nim więźniowie. Następnego dnia został przeniesiony do szpitala w ciężkim stanie, lecz parę godzin później ponownie został zawleczony na Szucha. W czasie przesłuchania leżał na noszach, bity i katowany. W piątek skonfrontowano go z Heńkiem. Kiedy Rudy nadal się wypierał, zaczęto go bić w obecności kolegi, który z trudem znosił cierpienie dowódcy. W końcu przerwano badanie, zapowiadając, że następnego dnia ponownie zostanie wezwany. Gestapowiec, prowadzący śledztwo, rozkazał bić przesłuchiwanego aż do śmierci. W wyniku tortur stosowanych przez Niemców, „Rudy” drugiego dnia po aresztowaniu z ciężkimi obrażeniami ciała i pierwszymi objawami mocznicy trafił do szpitala więziennego na Pawiaku. Do dnia uwolnienia Bytnar był przesłuchiwany w centrali Gestapo trzykrotnie - we wtorek, czwartek i piątek.

Przygotowania do operacji "Meksyk II"
Pierwsze plany i odwołana akcja "Meksyk I"
Wiadomość o aresztowaniu „Rudego” wywołała alarm w Szarych Szeregach. Zawiadomiono wszystkich, których adresy znał „Rudy”, oraz tych, którzy znali jego adres (w mieszkaniu Bytnarów Gestapo urządziło tzw. kocioł). Oczyszczono z obciążających materiałów wykorzystywane lokale. Już w dniu aresztowania Rudego, jego przyjaciele spotkali się o siódmej rano, by omówić zaistniałą sytuację. W czasie rozmowy uczucie rozpaczy zmieniło się w nadzieję - uświadomili sobie, że jest szansa na odbicie Rudego. Spotkanie przerwane zostało na czas przenoszenia materiałów wybuchowych. Tego samego dnia przed południem „Zośka” opracował plan i skompletował grupę gotową do przeprowadzenia ataku na więźniarkę przewożącą Bytnara późnym popołudniem po przesłuchaniu z al. Szucha na Pawiak. Jeden z kolegów Zośki - Zygmunt Kaczyński „Wesoły”, pracujący jako akwizytor firmy E. Wedel, miał za zadanie dowiedzieć się, kiedy i w jaki sposób Rudy jest przewożony z Szucha na Pawiak, wykorzystując swoje częste wizyty w gmachu gestapo na Szucha. Zbiórka uczestników i wydanie broni odbyło się w pożydowskim mieszkaniu przy ul. Ciepłej, wynajętym przez Feliksa Pendelskiego. Wieczorem akcja ratowania Rudego, której później nadano kryptonim „Meksyk I”, była już przygotowana. „Zośka” rozstawił ludzi, czekając na rozkaz „z góry”. Akcja ta została odwołana, kiedy członkowie oddziału zajęli już wyznaczone stanowiska pod Arsenałem. Nie zdołano bowiem uzyskać wymaganej zgody na jej przeprowadzenie od dowódcy Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu Komendy Głównej AK Jana Kiwerskiego „Lipińskiego”, który wyjechał na kilka dni z Warszawy, ani od jego zastępcy Mieczysława Kurkowskiego „Mietka”. Tuż przed przejazdem samochodu więziennego, Zośka wydał rozkaz zejścia ze stanowisk. Rozchodzili się z uczuciem bezsilności i żalu.
Ustalenia wywiadowcze i zgoda dowództwa
Po dwóch dniach, wypełnionych rezygnacją, nadeszła wiadomość, że w piątek Rudy będzie przewożony przez miasto. Przez całe piątkowe przedpołudnie ludzie czekali na rozkazy. Informacji na temat przewozu więźniów pomiędzy Pawiakiem a aleją Szucha dostarczył oddziałowi Konrad Okolski „Kuba”, aresztowany przez Niemców i zwolniony na krótko przed akcją. Transport zatrzymanych odbywał się przykrytą plandeką ciężarówką marki Renault o numerach rejestracyjnych 72076. Więźniowie siedzieli na ławkach ustawionych w poprzek auta, plecami do kierunku jazdy. Transporty były konwojowane przez czterech funkcjonariuszy Gestapo uzbrojonych w broń krótką. Dwóch z nich zajmowało miejsca w szoferce obok kierowcy, pozostałych dwóch siedziało razem z więźniami, na obu końcach ławki znajdującej się najbliżej tylnej klapy ciężarówki. W jednym transporcie przewożono około 15-20 więźniów. Około 14:00 uzyskano potwierdzenie, że „Rudego” przewieziono z Pawiaka na Szucha. Wreszcie Naczelnik Szarych Szeregów, harcmistrz Florian Marciniak „Nowak”, przyniósł im wiadomość, że „na górze” zapadła decyzja. Dzięki jego interwencji zapadła decyzja odbicia Rudego. Pomimo tego, iż nadal nie było formalnej zgody Kedywu na akcję, cały zespół „Zośki” o godzinie piętnastej zebrał się w umówionym punkcie. Do spotkania mjr Kiwerskiego z Florianem Marciniakiem i Stanisławem Broniewskim doszło na pl. Trzech Krzyży tuż przed 17:00. Zgodę na odbicie więźniów wydał około 40 minut przed akcją Jan Kiwerski „Lipiński”, który przybył na spotkanie bezpośrednio z dworca po swoim powrocie do Warszawy. Skwitował on złożony mu przez „Nowaka” meldunek o planie ataku jednym słowem - „Trzaskać”. „Nowak” bezzwłocznie, korzystając z telefonu w pobliskiej aptece, przekazał tę wiadomość („Decyduję, byście załatwili tę transakcję”) Antoniemu Paukerowi w sklepie na Świętokrzyskiej. Tam chwilę później dotarli „Orsza” i Władysław Cieplak „Giewont”. Z kolei „Wesoły” odebrał wiadomość od „Loli”, a następnie udał się do siedziby Gestapo na Szucha. Tam przed godz. 17:00 zauważył niesionego na noszach skatowanego „Rudego”, który został dołączony do powrotnego transportu więźniów na Pawiak. Informację o tym przekazał telefonicznie, a o 17:20 wiadomość o wyjeździe więźniarki otrzymała sekcja „Sygnalizacja”. Karetka więzienna miała przejeżdżać ulicą Bielańską około godziny siedemnastej.
Plan i skład oddziałów
Twórcą planu akcji był „Zośka”. Zgodnie z opracowanym przez niego planem, ciężarówka jadąca z al. Szucha na Pawiak miała zostać zaatakowana od czoła butelkami z benzyną zaraz po tym, jak skręci z ulicy Długiej w ulicę Nalewki. Podpalenie szoferki i wyhamowanie maszyny miały umożliwić zlikwidowanie z broni krótkiej dwóch konwojentów siedzących z tyłu auta, a następnie uwolnienie więźniów. Gdyby ten plan się nie powiódł, samochód miał zostać ostrzelany kolejno z dwóch pistoletów maszynowych sten. Uzbrojony w stena członek oddziału ustawiony bliżej skrzyżowania z Długą miał strzelać do Niemców znajdujących się w szoferce prostopadle do osi jazdy. Gdyby auta w dalszym ciągu nie udawało się zatrzymać, jego ustawiony kilka metrów dalej kolega miał wbiec na jezdnię ulicy Nalewki i ostrzelać auto z drugiego stena pod kątem 45 stopni. W tej sytuacji należało liczyć się z tym, że przeszywające szoferkę kule mogą ranić przewożonych ciężarówką więźniów. Ostatecznością miało być wejście do walki czwartej grupy i rozbicie silnika renault czterema granatami. Sygnałem do rozpoczęcia i zakończenia akcji miał być gwizdek dowódcy. Do bezpośredniego udziału w akcji wyznaczono 28 członków warszawskich Grup Szturmowych. Niemal wszyscy należeli albo do dowodzonego przez „Zośkę” hufca „Centrum” lub też byli podwładnymi „Rudego” w hufcu „Południe”. Zostali oni podzieleni na dwie grupy, „Atak” i „Ubezpieczenie”, które z kolei dzieliły się na sekcje.
- Grupa „Atak” składała się z czterech sekcji, których nazwy pochodziły od broni:
- „Butelki” (dowodził Jan Rodowicz „Anoda”, w składzie m.in. Tadeusz Chojko „Bolec”) - ich zadaniem było obrzucenie butelkami z benzyną szoferki.
- „Sten I”
- „Sten II” (dowodzony przez Jerzego Gawina „Słonia”)
- „Granaty” (dowodzony przez Macieja Aleksego Dawidowskiego „Alka”) - jej zadaniem było rozbicie granatami motoru samochodu.
- Grupa „Ubezpieczenie” (dowodzona przez Władysława Cieplaka „Giewonta”) - jej zadaniem było niedopuszczenie do terenu walki przypadkowych sił wroga:
- Sekcja „Sygnalizacja” (dowodzona przez Konrada Okolskiego „Kubę”, w składzie Witold Bartnicki „Kadłubek”) - odpowiedzialna za przekazanie sygnału o nadjeżdżającej więźniarce.
- Sekcje „Getto” i „Stare Miasto”.
Wysunięta najdalej na północ sekcja „Granaty”, wchodząca w skład grupy „Atak”, również miała do wykonania podwójne zadanie, gdyż stanowiła jednocześnie ubezpieczenie miejsca akcji od strony ul. Nalewki. Do transportu „Rudego” oraz rannych miał zostać użyty, pozyskany przez Jerzego Zborowskiego „Jeremiego”, stary samochód marki DKW („dekawka”). Zorganizowano również punkt sanitarny w willi należącej do Adama Mirowskiego przy ul. Ursynowskiej 46 na Mokotowie. Obsługę punktu stanowili: lekarz-chirurg dr Andrzej Trojanowski „Andrzej”, Zofia Trojanowska „Tamara” oraz Maria Broniewska „Elżbieta”.
Miejsce i cel ataku
Miejsce ataku wybrano bardzo starannie - u zbiegu ulic Bielańskiej, Długiej i Nalewki, w pobliżu Arsenału. Specyficzny układ ulic w tym punkcie Warszawy powodował, że auto nadjeżdżające od strony placu Teatralnego musiało pokonać jeden po drugim dwa zakręty - najpierw wjeżdżając z ulicy Bielańskiej w Długą, a następnie, ok. 10 metrów dalej, skręcając z Długiej w ulicę Nalewki. Na tym krótkim odcinku trasy, który miał kształt litery „S”, konieczne było zatem znaczne zmniejszenie prędkości przez kierowcę więźniarki. To zwiększało szanse na zatrzymanie poruszającego się z dużą prędkością niemieckiego auta, co było podstawowym warunkiem powodzenia całej akcji. Bardzo istotnym argumentem za wyborem skrzyżowania Długiej i Nalewek była również największa z możliwych odległość od siedziby Gestapo w al. Szucha - dalej więźniarka wjeżdżała za mury warszawskiego getta, gdzie nie można było przeprowadzić ataku. Maksymalne oddalenie od siedziby Gestapo zapewniało największą ilość czasu na telefoniczne powiadomienie o wyjeździe na Pawiak samochodu z więźniami. Ponieważ bezpośredni atak na dobrze uzbrojony niemiecki konwój przejeżdżający szybko przez centrum miasta mógł spowodować straty wśród ludności cywilnej, starano się również wybrać miejsce, w którym można było rozstawić grupę ok. 50 ludzi w ukryciu. W okolicach skrzyżowania Bielańskiej z Długą wśród przechodniów spacerowały trzy oddziały Polskich Sił Zbrojnych, wyposażone w granaty, pistolety i butelki napełnione benzyną. W pobliskich ruinach ukryli się chłopcy z pistoletami maszynowymi.
Przebieg akcji pod Arsenałem
Akcja, której dowódcą był Stanisław Broniewski „Orsza” (dowodzenie powierzono mu, ponieważ uznano, że Zośka jest zanadto ogarnięty wirem wydarzeń i uczuć), rozpoczęła się około godziny 17:30. W rejonie skrzyżowania Bielańskiej i Długiej rozstawione zostały trzy oddziały Polskich Sił Zbrojnych. Dwa uzbrojone w granaty i pistolety, jeden - wyposażony w butelki z benzyną. W pobliskich ruinach rozmieszczono karabiny maszynowe. Od rana wszyscy z niepokojem oczekiwali na wiadomość.

Sygnał i pierwsze starcie
Ustawieni po przeciwnych stronach ulicy Bielańskiej: Witold Bartnicki „Kadłubek” (stojący na chodniku przed gmachem Banku Polskiego) i Konrad Okolski „Kuba” (czekający u wylotu ulicy Tłomackie, odwrócony tyłem i obserwujący ulicę w szybie wystawowej) przekazali kolejno umówione sygnały - głębokie ukłony kapeluszem lub czapką - o zbliżaniu się więźniarki. W tej samej chwili Orsza zagwizdał, dając sygnał pozostałym. Ulicą Bielańską przejechał patrol niemieckiej żandarmerii. Wreszcie na zakręcie pojawiło się niemieckie auto więzienne, a z bramy najbliższego domu wyłonił się policjant. „Zośka”, dowódca grupy „Atak”, podbiegł do niego, wezwał go do oddania broni, a wobec próby jej użycia - postrzelił funkcjonariusza. Policjant upadł, oddając kilka strzałów. Przebiegającego przez jezdnię Tadeusza Krzyżewicza „Buzdygana” ranił w brzuch i nogę leżący na ziemi policjant, który następnie został zabity przez członków sekcji „Sten”.
Podpalenie więźniarki i wymiana ognia
Tymczasem szofer karetki, najwyraźniej domyślając się, co się dzieje, skręcił w ulicę Długą, zamiast w Nalewki, co skomplikowało plan akcji. Kilku chłopców wyskoczyło przed samochodem, rzucając zapalone butelki z benzyną. Pierwsza butelka z benzyną, rzucona przez „Anodę”, minęła szoferkę i upadła na jezdnię. Druga trafiła w auto, jednak zsunęła się z szyby na maskę silnika, i dalej na chodnik. Dopiero trzecia, rzucona przez Tadeusza Chojko „Bolca”, rozbiła przednią szybę Renault i samochód zaczął płonąć. Ogień szybko objął szoferkę, a kierowca próbował zahamować. Auto, zatoczywszy łuk, wolno przejechało w pobliżu arkad Arsenału Warszawskiego. Płonący samochód zatrzymał się za Arsenałem. Dwaj gestapowcy siedzący obok ciężko rannego, leżącego twarzą na kierownicy kierowcy, wyskoczyli z szoferki i próbowali gasić palące się na nich mundury, a auto siłą rozpędu potoczyło się wolno łagodnie nachyloną ulicą Długą w stronę - obecnie nieistniejącej - ulicy Przejazd i murów getta. Od strony Nalewek nadbiegł oficer SS, lecz w tej samej chwili został zastrzelony przez Alka. Rozpoczęła się ostra wymiana strzałów grupy „Zośki” z siedzącym z tyłu wozu gestapowcem i z żandarmami z pobliskiego getta. Gestapowcy zaczęli chaotycznie strzelać, lecz nie zdołali odeprzeć ataku chłopców, upadając pod serią z pistoletu maszynowego. Po paru minutach tylko jeden Niemiec strzelał w stronę grupki atakujących, którzy wraz z Zośką ukryli się za filarami Arsenału. Ten ostatni konwojent okazał zimną krew, ponieważ podjął zawziętą wymianę ognia.
Decydująca szarża i uwolnienie więźniów
W sytuacji przedłużającej się wymiany ognia o sukcesie akcji zadecydował bezpośredni atak poprowadzony przez „Zośkę”. Niestety, obok Zośki znalazł się Jerzy Gawin „Słoń”, borykający się z zaciętym stenem. Zośka wyrwał mu broń i repetował. Niemiec nie wytrzymał napięcia, zerwał się i starał się ukryć za samochodem, lecz wówczas dosięgła go kula jednego z nadbiegających chłopców. Gestapowiec zginął podczas próby wycofania się za auto. Kiedy dopadli więźniarki, szybko uwolnili dwudziestu pięciu więźniów. Eugeniusz Koecher „Kołczan” otworzył klapę ciężarówki, z której zaczęli wyskakiwać uwolnieni więźniowie. Wśród strzałów grupa „Atak” dobiegła do auta. Szybko otworzyli drzwiczki karetki, wypuszczając oszołomionych więźniów, którzy gwałtownie rzucili się do ucieczki. W czasie wymiany strzałów zginęła również ciotka „Zośki”, Halina Siemieńska. Niektórzy z oswobodzonych więźniów zaczęli uciekać ulicą Długą w kierunku Starego Miasta, inni szukali schronienia na terenie Arsenału, gdzie wskazówek co do kierunku dalszej ucieczki udzielili im pracownicy mieszczącego się tam Archiwum Miejskiego.
"Akcja pod arsenałem"/"Operation Arsenal"
Stan "Rudego" po uwolnieniu
Dopiero kiedy samochód opustoszał, ujrzeli czołgającego się między ławkami Rudego. Koledzy go nie poznali. Moment uwolnienia „Rudego” tak opisywał Tadeusz Zawadzki: „Gdy wszyscy więźniowie wysypali się na ulicę, z głębi wozu ukazał się Janek gramoląc się na czworakach przez ławki. Ogolona głowa, twarz zielono-żółta, zapadnięte policzki, olbrzymi siniec pod okiem, sine uszy. Wielkie oczy szeroko otwarte, patrzące na nas. Porwaliśmy go na ręce. Każde dotknięcie go przez nas wywoływało krzyk bólu.” (”Kamienie na szaniec”). Szybko przeniesiono go do czekającego samochodu, gdzie Rudy ujął dłoń Zośki i uśmiechnął się. Rannego, półprzytomnego Rudego ułożono obok rannego „Buzdygana” w przygotowanym przez kolegów samochodzie, który natychmiast odjechał z miejsca akcji. W czasie akcji ranna została też jedna z odbitych więźniarek - Maria Schiffers (agentka Intelligence Servis), którą umieszczono w zarekwirowanym cywilnym aucie.
Tadeusz Zawadzki wspominał, siedząc obok „Rudego” w samochodzie: „Przez pierwsze chwile nie zwracałem nań uwagi, zmieniając wystrzelone magazyny i obserwując ulicę. Za chwilę obejrzałem się na Janka. (…) Na twarzy malował się uśmiech poprzez skurcz bólu. Wziął moją rękę w swoją dłoń i trzymał mocno. Dłonie miał czarne i spuchnięte. Mówił: +Tadeusz, ach Tadeusz, gdybyś wiedział+. Uspokajałem go mówiąc, +że za chwilę będzie w domu+. Po chwili: +Nie myślałem, że to zrobicie+.” (”Kamienie na szaniec”).
Wycofanie się oddziałów i rana "Alka"
Potyczka na ulicy Długiej
Oddziały, biorące udział w akcji, opuściły ulicę. Chłopcy, należący do poszczególnych sekcji, oddalili się od miejsca akcji różnymi ulicami. Na czele sekcji granatniczej, ulicą Długą w kierunku Miodowej, szedł Alek wraz ze swoimi ludźmi. Niespodziewanie po drugiej stronie ulicy, w pobliżu budynku Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, w którym mieściły się biura Arbeitsamtu, pojawiła się grupa siedmiu cywilów. Chłopcy, nie dostrzegając powodu do niepokoju, biegli dalej, kiedy nagle jeden z cywilów wydobył broń i strzelił w ich stronę. Alek, postrzelony w brzuch, poczuł silne uderzenie i upadł na chodnik. W następnej chwili ujrzał wymierzoną w swoją twarz lufę pistoletu. W tym samym momencie jeden z ludzi Alka, Jan Rodowicz „Anoda”, strzelił do Niemca, zabijając przeciwnika. Reszta cywili skryła się za bramą, strzelając do chłopców.
Resztką sił Alek rozkazał, aby chłopcy przedostali się za mur, a potem odbezpieczył granat i rzucił go w stronę Niemców. Huk eksplozji umożliwił oddziałowi Alka ucieczkę. Zza bramy Arbeitsamtu dochodziły jedynie jęki. Dwóch z nich zostało przy rannym. Zatrzymali jakieś auto i wyciągnęli z niego kierowcę. Pospiesznie ruszyli Długą, a za nimi w pogoń rzuciła się niemiecka ciężarówka wojskowa. W momencie, kiedy z samochodu wyskoczyło kilku żołnierzy, Alek ponownie wyciągnął granat i cisnął go pod samochód okupanta, dzięki czemu mogli odjechać dalej. Po kilkudziesięciu minutach udało im się dotrzeć do domu Alka na Żoliborzu.
Walka o życie "Alka"
Ranny Alek powoli wchodził do mieszkania. Był nieświadomy tego, jak poważnie został ranny. Odczuwał ból, lecz radość z odbicia Rudego i ich zwycięstwa wprawiła go w doskonały nastrój. Wezwani lekarze przeprowadzili operację, lecz nie poprawiło to stanu zdrowia. Pomimo tego Alek czuł się doskonale, witając radośnie każdego, kto go odwiedzał. Zwierzył się Basi, swojej narzeczonej, że „jest zadowolony ze swojego cierpienia, ponieważ do tej pory cierpieli inni”. Następnego dnia po operacji nastąpiło pogorszenie. Alek zaczął wypytywać o Rudego, chciał się z nim zobaczyć, lecz nikt nie powiedział mu prawdy o ciężkim stanie przyjaciela. Wiadomość o nieuchronnej śmierci Alka rozeszła się wśród znajomych, którzy poczuli bezsilność. Kiedy został sam z kimś z rodziny, poprosił o portmonetkę, z której wyjął karteczkę z modlitwą, napisaną ręką Basi. Alek z każdą godziną słabł coraz bardziej i tracił przytomność. Rozumiał, że jego życie dobiega końca, ale nie przestawał się uśmiechać.

Konsekwencje i pamięć
Śmierć bohaterów
Na Mokotowie, otoczony przyjaciółmi, leżał Rudy. Przy jego łóżku nieustannie czuwał Zośka. Stan Rudego był straszny - cierpiał bardzo, lecz czuł radość, widząc najbliższych sobie ludzi. Lekarze, których wezwano, nie mogli pomóc, widząc ciało skatowanego młodzieńca. W nocy Rudy zasnął, a tuż obok na łóżku polowym leżał Zośka. Około północy przebudził się i zaczął opowiadać o tym, co przeżył w ciągu ostatnich dni. Wyznał, że żal mu było opuszczać przyjaciół i pluton. W ciężkich chwilach, podczas przesłuchań, myślał wyłącznie o tym, jak przyspieszyć swoją śmierć. Zmęczony rozmową, zasnął ponownie. Rankiem znów gawędzili. Rudy rozmyślał o przyszłości, wyjeździe na wieś, gdzie będzie zdrowiał. Nie wiedząc nic o ciężkim stanie Alka, wspominał przyjaciela. Mijały kolejne dni. Rudy nie mógł nic jeść, ciągle wymiotował. Większą część czasu spędzał w towarzystwie Zośki. Po pewnym czasie wszyscy zrozumieli, że Rudy umierał. Przez ostatnie godziny życia męczył się strasznie, płacząc z bólu. Siedzący obok Zośka cierpiał, z trudem powstrzymując krzyk rozpaczy. W jakiejś godzinie ulgi, Rudy poprosił, aby Czarny Jaś wyrecytował „Testament mój” Juliusza Słowackiego.
„Alek” i „Rudy” zmarli tego samego dnia - 30 marca 1943 roku. Ich śmierć wywarła wstrząsające wrażenie na przyjaciołach. Śmierć Alka była dla nich czymś normalnym - losem żołnierza. Z kolei widoku zmasakrowanego ciała Rudego nie mogli zapomnieć ani wybaczyć. „Alek” i „Rudy” pośmiertnie zostali odznaczeni Krzyżem Virtuti Militari.
Odwet niemiecki i likwidacja gestapowców
Następnego dnia po akcji, 27 marca, w odwecie Niemcy rozstrzelali na dziedzińcu więziennym Pawiaka 140 Polaków i Żydów. W odwecie za katowanie podczas przesłuchań i śledztw, Kierownictwo Walki Konspiracyjnej wydało rozkaz likwidacji najbardziej bestialskich gestapowców - Schultza i Langego. W miesiąc po śmierci Rudego, w dzień jego imienin, na ulicy Mokotowskiej, w pobliżu domu Schultza, zatrzymało się auto. Gestapowiec wyszedł z domu i skierował się w aleje Szucha. W pewnej chwili podszedł do niego młody mężczyzna i wyciągnął pistolet. Niemiec zaczął uciekać, lecz upadł, zalany krwią. W trzy tygodnie później, 22 maja, podobny cios spadł na Langego, który prowadził śledztwo Rudego.
Trwała spuścizna
Po śmierci Rudego i Alka, Zośka był bliski załamania psychicznego. Z trudem zajmował się sprawami organizacji, spędzając większość czasu w samotności. Przyjaciele namówili go do wyjazdu na wieś, gdzie udał się w towarzystwie ojca i siostry. Słuchając rady ojca, zasiadł do spisania wspomnień o Rudym, które zatytułował: „Kamienie rzucane na szaniec”. Pisanie pamiętnika wpłynęło pozytywnie na Zośkę. Uświadomił sobie, że koledzy z drużyny szybko dojrzewają i wciąż przyłączają się do nich nowi, którzy mogą dorównać w osiągnięciach Alkowi i Rudemu. Akcja pod Arsenałem pozostanie na zawsze przykładem skuteczności, brawury i braterstwa członków Szarych Szeregów.
tags: #podpalenie #wiezniarki #kamienie #na #szaniec